Nidrax / 5 lat, 3 miesiące temu | Download | Plaintext | Odpowiedz |

  1
  2
  3
  4
  5
  6
  7
  8
  9
 10
 11
 12
 13
 14
 15
 16
 17
 18
 19
 20
 21
 22
 23
 24
 25
 26
 27
 28
 29
 30
 31
 32
 33
 34
 35
 36
 37
 38
 39
 40
 41
 42
 43
 44
 45
 46
 47
 48
 49
 50
 51
 52
 53
 54
 55
 56
 57
 58
 59
 60
 61
 62
 63
 64
 65
 66
 67
 68
 69
 70
 71
 72
 73
 74
 75
 76
 77
 78
 79
 80
 81
 82
 83
 84
 85
 86
 87
 88
 89
 90
 91
 92
 93
 94
 95
 96
 97
 98
 99
100
101
102
103
104
105
106
107
108
109
110
111
112
Ten film wideo może nie odwzorowywać najnowszysch zmian w treści ACTA.

Jednakże pomoże Ci mieć ogólne pojęcie o tym, czym jest ACTA i dlaczego internet powinien z nią walczyć.

ACTA - Umowa handlowa przeciw falsyfikacji

Nazwa jest zwodnicza. Prawowitym zamysłem ACTA jest międzynarodowa ochrona własności intelektualnej

Rzekomo ma pomagać w zapobieganiu fałszowania produktów i marek jak podróbki drogich dóbr - nadużywających znaków
fabrycznych, jak na przykład użycie znanej marki samocho dów na tamponach [jak na przykład General Motors Tampons].

Ma gwarantować inwestycje w badania i rozwój produktów, jak patenty medyczne lub produkty farmakologiczne.
Przypuszczalnie ma też wspierać artystów i dziennikarzy umożliwiając im promować prace o wyższej jakości i
ujednolicić międzynarodowo prawa autorskie.

Brzmi świetnie, czyż nie?

Jednak diabeł tkwi w szczegółach.

Oksfordzki słownik języka angielskiego definiuje falsyfikat jako: "Oszukańczą podróbę czegokolwiek".

Ale, gdy plik jest skopiowany w internecie, jest on dokładnie taki sam jak oryginał, a nie podrobiony.
Nie jest on również skradziony, gdyż oryginał nie został nikomu odebrany. Informacja została jedynie
współdzielona za darmo, zatem fałszerstwo nie ma z tym nic wspólnego.

Pozwólcie wyjaśnić.

"Własność umysłowa" w żadnym miejsu nie jest dokładnie zdefiniowana przez ACTA. Może oznaczać znaki firmowe, a
może też odnosić się do jakiegokolwiek pomysłu, który w przyszłości może być objęty prawem autorskim,
ograniczony i podlegać karze. To mogłoby mieć straszliwy efekt na internecie, jakim go znamy.

Rzeczywista treść ACTA obejmuje szeroką gamę tematów i jest wyjątkowo złożona i trudna do ogarnięcia, zatem
wytłumaczymy co stanie się w internecie na hipotetycznym przykładzie z życia codziennego.

Wyobraź sobie, że zapłaciłeś za kurs gotowania. Podczas tego oto kursu nauczyłeś się przyrządzać przepysznego
kurczaka. Następnie wracasz do domu i przekazujesz przepis swojej żonie. I w tym tkwi haczyk: Według ACTA
oboje jesteście przestępcami, od momentu gdy współdzieliliście tę samą informację za darmo, gdy tylko ty za
nią zapłaciłeś.

Przepisy ACTA są jasne - jeśli jesteś podejrzany o rozpowszechnianie informacji objętych prawem autorskim,
zależnie od kraju, w którym mieszkasz, twój dostęp do jakichkolwiek kursów może zostać odcięty, zostanie na
Ciebie nałożona grzywna lub trafisz prosto do więzienia.

Jednak z pewnością nikt by się nie dowiedział, jeśli przekazałbyś wiedzę o sekretnym pieczonym kurczaku na
osobności w zaciszu swego domu, racja? Zgadza się, w świetle obecnego prawa nikt by się nie dowiedział.
Jednak ACTA radzi sobie z tym poprzez nadmierny nadzór. Wszystkie twoje rozmowy będą monitorowane, ale nie tylko
twoje - twoich bliskich, przyjaciół, będą pilnować wszystkich, tak na wszelki wypadek. Ale przecież nie
potrzebujesz prywatności, praw obywatelskich, czy wolności, bo nie masz nic do ukrycia, czyż nie?

Teraz, znając podstawę działania, zobaczmy, jak będzie się to odbywać, gdy ACTA wejdzie w życie.

Wyobraź sobie internet jako przenośnik taśmowy, który porusza się w dwie strony. Poprzez tę taśmę pakiety
danych przychodzą i opuszczają twój komputer. Według AcTA, ISP - spółki, którym płacisz za dostęp do internetu -
będą zmuszone do otwierania i sprawdzania zawartości każdego pakietu danych, który wysyłasz lub odbierasz w
poszukiwaniu treści objętych prawem autorskim. Jeśli wyślesz lub odbierzesz copyrightowane informacje kilka
razy, twój dostęp do internetu zostanie odcięty, lub staniesz w obliczu sankcji prawnych. To znaczy, że jeśli
wyślesz poprzez komunikator mp3 swojemu znajomemu, wrzucisz do internetu film z imprezy, na której w tle
leci objęta prawem autorskim muzyka, lub zacytujesz chronioną copyrightem gazetę w wiadomości e-mail...
Jesteś skończony. Proste. Mało tego, informacja o artykule, który wysłałeś, zostanie wysłana do wydawcy i
na mocy ich zeznać możesz zostać ukarany grzywną lub wysłany do zakładu karnego.

Od dostawców internetowych będzie się również wymagać sprawdzania, czy na ich serwerach nie znajdują się
objęte licencją treści lub linki do takowych materiałów. Byłoby to fatalne w skutkach dla serwisów, które przecho-
wują różne rodzaje treści tworzonych przez użytkowników, jak muzyka, obrazki czy wideo. Jak YouTube albo Twitter
mogyłby działać w świetle takiego prawa? Tak więc, internet, jakim go dzisiaj znamy jest na skraju zagłady.

Mógłbyś pomyśleć, że przynajmniej pieniądze z wszystkich tych kar mogłyby przynieść zyski twórczym ludziom. Jednak
muzycy, pisarze, twórcy filmów, dziennikarze, autorzy i naukowcy również na tym stracą, gdyż będą podlegać tym
samym prawom. Chronione pomysły nie mogą już dłużej być ponownie użyte, udoskonalone lub rozwijane. Nawet urywki
zdań mogą być objęte iograniczone prawami autorskimi. Cała ta umowa wspiera jedynie znikomą część przemysłu,
tak zwaną 'mafię treści' - spółki publikujące media jak RIAA oraz MPAA, które od długiego czasu zmagały się z
"internetowym problemem" który zagrażał ich przestarzałemu modelowi biznesu. ACTA jest wynikiem wywierania przez
nich nacisku na władze, które biorą udział w negocjacjach.

Ostatnie przecieki wskazują na to, że techniki, które obchodzą filtr planowanej zawartości i infrastrukturę
blokującą również będą nielegalne.

Co w tym najgorsze? To wszystko dzieje się za naszymi plecami. Jeśli jesteś Europejczykiem, te decyzje są
podejmowane przez ludzi, na których nawet publicznie nie głosowano. Zapewne już widziałeś, jak to przoduje na
YouTubie. Filmy wideo są niedostępne w określonych strefach geograficznych.

Ta obsesyjna ochrona przed kopiowaniem jest również potężnym narzędziem tłumienia informacji. W momencie, gdy
zostaną wprowadzone wszystkie te filtry internetowe i techniki blokujące, wirtualnie każda informacja oznaczona
jako objęta prawem autorskim może zostać usunięta. Może twoje krytyczna opinia na blogu lub twitterze,
albo wideo, które zrobiłeś na temat trefnych wyborów i katastrof środowiskowych, a nawet zdjęcia twojego kota.
Okej, twojego kota może nie. Na pewno dopóki nie namalujesz mu na sierści loga Coca-Coli.

To wszystko może brzmieć niewiarygodnie dla kogokolwiek, kto ma choćby małe pojęcie o tym, jak działa sieć, lecz
pamiętajmy, ludzie, którzy pracują nad tą umową, mogą nie mieć bladego pojęcia o tym, czym jest internet. A gdy już
podpiszą tę ustawę, jej założenia będą musiały być wprowadzone w czyn.

Konsekwencje, z jakimi będziemy musieli się zmierzyć to:

- cenzura internetu
- ograniczona wolność słowa
- utrata neutralności sieci, związana z restrykcjami
	nałożonymi na niektóre protokoły
- całkowity nadzór twoich działań w sieci
- utrata wolności i ograniczenie prac obywatelskich
- kary (jak utrata dostępu do internetu)

A co dzięki temu zyskamy?

NIC.

Nasi przedstawiciele, którzy będą negocjować nad tą ugodą, myślą o nas jak o złoczyńcach. Może my powinniśmy
traktować ich w ten sam sposób?

Chwila, aby działaś dla dobra internetu to teraz. Wygoogluj ACTA. Wrzucaj swoje tweety i prace z Photoshopa. Spraw,
aby wszyscy wiedzieli, że nie wolno zadzierać z internetem i wynieś to na ulice.

Powstrzymaj Krakena.